Wycieczkę rozpocząłem pełen optymizm. Już po czterech godzinach oczekiwania w przechodni na lekarza, prześwietleniu, powtórnym oczekiwaniu, dowiedziałem się, że moja boląca od czterech miesięcy noga tak naprawdę jest zdrowiutka !!
Wraz z nadchodzącym długim weekendem majowym, postanowiliśmy aby tradycji stało się zadość i wybraliśmy się na spływ kajakowy. Tym razem padło na Białą Nidę, bo i blisko (a długi weekend tym razem wyjątkowo krótki) i rzeczka wielce urokliwa jest.
Na tą Rysy wybierałem się chyba z 6 lat, ale zawsze mnie przerażała perspektywa drałowania znienawidzonym asfaltem do Morskiego Oka oraz tłumy ciągnące do schroniska. Wręcz nie chciało mi się wierzyć jak ów plan zaczął się urzeczywistniać. Poza tym że Rysy to najwyższy szczyt Polski, to jest to również najwyższe przewyższenie w Tatrach (przynajmniej po polskiej stronie) wynoszące prawie 1100 m między schroniskiem a szczytem (o 100m więcej niż ze schroniska Gutier a najwyższym szczytem europy Mont Blanc), więc gwarantowało to odpowiednią ilość emocji.
Dnia 29 maja ekipa Tychowska postanowiła zmierzyć się z jednym z alpejskich szczytów Reichspitze(3309 m npm). Po krótkiej informacji od Kardiego postanowiłem dołączyć do ekipy . Ten dość dziwny szczyt roztaczał aurę niedostępności i powodował odczucie jakiegoś złego fatum.