Recenzje sprzętu
Odzież
[WindStopper] HiMountain Stormy Pass III | [WindStopper] HiMountain Stormy Pass III |
|
|
| Redaktor: chróściel | |
| 14.02.2008. | |
Jakoś tak nigdy nie byłem przekonany do WindStoppera, do czasu, kiedy to pozazdrościłem jego posiadania Kosmosowi w pewien wrześniowy dzionek, kiedy to sobie chodziliśmy po pięknych naszych Tatrach. Trochę to potrwało nim uzbierałem właściwe finanse, a raczej był to zbieg okoliczności, czyli wyprzedaż z Hammet’ owej szafy. Tak więc, jakoś tak w połowie 2006 roku stałem się posiadaczem nowego HiMountain Stormy Pass III w kolorze red, który to stał się moim nieodłącznym towarzyszem wszelakich aktywności w terenie i obecnie jestem zdania, że jest to jeden z najlepszych zakupów jaki kiedykolwiek dokonałem w ramach mojego sprzętu turystyczno- outdoorowego.
Zdaję sobie sprawę, że sam fakt zakupienia WindStoppera, a nie SoftShella, jest dla niektórych po prostu grzechem, jednak osobiście wolę postawić na 100% wiatroszczelność, kosztem oddychalności- choć i tutaj bym się kłócił czy zwolennicy Softów mają aż taką rację- stąd też moja taka decyzja, a nie inna. Aby opinia na temat tego produktu wydała się jak najbardziej rzetelna, to dodam, że przez długi okres czasu, przed zakupieniem Stormy Pass, używałem Vaudeowskiego High Ventilation oraz kamizelki Tatonka MidWay West. Na początku byłem zafascynowany tymże systemem i jego funkcjonalnością, jednak kilka wypadów zimowych w Tatry i ich granie, zweryfikowały zimową nieprzydatność tego rozwiązania. Oczywiście są to moje subiektywne odczucia, więc nie każdy musi się z poglądami przekazanymi w tejże recenzji zgodzić, jednak recenzja ta będzie zawierała kilka porównań praktycznych między rozwiązaniem SoftShellowym, a tym jakie prezentuje i daje do wykorzystania WindStopper.
Krój, zamki, kieszenie, kaptur, wywietrzniki.
HiMountain Stormy Pass III to kurtka o prostym kroju, ze specyficznie zakończonymi rękawami – jak to opis firmowy mówi- anatomicznie wyprofilowanymi. Ni mniej ni więcej rozchodzi się o to, że rękaw zakończony jest materiałową lamówką, która nachodzi na dłoń i w której znajduje się dziura na kciuka. Kołnierz kurtki wykończony jest od wewnątrz taką samą tkaniną jak zewnętrzna nośna całego produktu, która przypomina w dotyku zwykły fleece. Materiał ten nie ulega szybko zabrudzeniom, a w razie załapanie brudu jest całkiem zgrabny w szybkim doczyszczaniu szmatką i wodą. WindStoppera tego wyposażono w wzmocnienia od łokci do wyżej wspomnianych mankietów, oraz na barkach.
Kurtka została wyposażona w zamki YKK. Sam zamek główny nie posiada zewnętrznej patki, ale wewnętrzną. Przy kieszeniach zewnętrznych, których sztuk jest dwie, są solidne patki. Trzeba dodać, że są te kieszenie naprawdę przepastne. W środku WS znajduje się jedna kieszonka, która spokojnie pomieści nasze dokumenty wraz z telefonem. Sama kurtka jest bardzo lekka, mimo, że spokojnie można nazwać ją HardShellem, to śmiem twierdzić, że jest lżejsza od niejednego SoftShella- choć jak wiadomo nie w wadze różnica, ale myślę, że warto o tym wspomnieć. Kaptur nie jest szczytem pomysłowości projektanta. Do jego regulacji mamy do dyspozycji jedynie jedną płaszczyznę, jednak zaletą jego jest to, że można go spokojnie sobie odpiąć, jeśli komuś w danej chwili przeszkadza. Kaptur również zmontowany został na WS, co nie zawsze można uświadczyć w przypadku podobnych wyrobów innych firm.
Wiatroszczelność.
Mając w planach zakup WindStoppera, wiadomo, że celem jest ochrona przed wiatrem, szczególnie tak groźnym i wyziębiającym, jaki panuje zimą. Moje wcześniejsze doświadczenia z SoftShellami, podpowiadały mi, że wcale nie będzie tak kolorowo jak mi się wydaje.
Paroprzepuszczalność i wentylacja, wodoodporność.
Od początku zakupienia Stromy Pass, straszono mnie, że „oddychalność” membrany WindStopper jest praktycznie żadna w porównaniu z tą, jakiej można doświadczyć w SoftShellach wszelakiej maści. Jak zawsze w przypadku cyferek, podszedłem do tego stwierdzenia dość sceptycznie, a na obecną chwilę mogę powiedzieć, że jestem zwolennikiem WS w 100% nawet pod tym kątem. Na pewno odpowiedzialnym za to jest konstrukcja kurtki, którą posiadam, ale wydaje mi się, że takie straszenie brakiem „oddychalności” jest przesadą. Pierwsze kroki, które zrobiłem w SP III nastąpiły w mało sprzyjających warunkach jak na użytkowanie membrany- Wielka Fatra, lipiec, 30 stopni przez cały dzionek, wilgotność wysoka- na szczęście brak słońca w początkowych dniach pobytu tam, więc sobie pomyślałem- a co mi tam - i go założyłem. Zdecydowanie nie jest luksusem chodzenie w takiej temperaturze w czymkolwiek poza koszulką, a nawet bez niej, jednak jak używać, to używać ;). Zaskoczenia wielkiego nie było i pot lał się ze mnie strumieniami podczas podchodzenia, jednak zrobiłem kilkugodzinne porównanie z polarem- na zmianę nosiłem jedno i drugie i powiem, że przy otwartych wywietrznikach i kieszeniach WS, wcale nie było tak źle. Oczywiście pot zbierał się na wzmocnieniach i jak to zawsze prawie bywa najbardziej w okolicach łokci, jednak ogólnie sama membrana odprowadzała wilgoć całkiem zgrabnie jak na takie warunki, co znakomicie można było zaobserwować na plecach, które ciągle były tłamszone przez przyciskający je plecak, a mimo wszystko nie dawało się odczuć „pływania”. Wielką pomocą były tutaj wywietrzniki pod pachami, które przy pewnej wprawie łatwo dają się zapinać i odpinać nawet z plecakiem na grzbiecie. Otwarcie kieszeni również wspomaga ogromnie wentylację. Warunki chłodniejsze, czyli wiosna, jesień, zima są wprost stworzone do korzystania ze Stromy Pass III. Stormy Pass III ma dość solidną wodoodporność. Muszę przyznać, że zadziwiło mnie to totalnie. Kilkugodzinna jazda na rowerze w nieustannej mżawce nie spowodowała przemoknięcia. Takie same przygody w górkach i WS nie przepuścił wody do środka. Oczywiście materiał zewnętrzny nasiąka wodą, ale jak wspomniałem- nie przemaka przy kilkugodzinnym narażeniu na mżawkę i lekko siąpiącym deszczyku. Przy dużych opadach nawet nie próbowałem w nim śmigać- bo po co? Dość istotnym problemem, jaki pojawiał się w przypadku użytkowania przeze mnie SoftShelli, jako, że jestem osobą mocno pocącą się, było szybkie łapanie smrodu. Po trzech maksymalnie czterech dniach, musiał taki Soft zostać wypranym i to szybciorem, bo ciągnął zapachem niemożebnie. W przypadku WS, zapewne z tego powodu, że od strony wewnętrznej mamy do czynienia nie jak w przypadku Softa z czymś na kształt fleeca, ale po prostu z membraną chronioną siateczką, problem ten praktycznie nie pojawia się w trakcie jednego wyjazdu. I tak jak swojego Vaude prałem niezliczoną ilość razy, tak przez cały rok Stormy zawitał może z 4 razy w pralce. Istotną sprawą jest tutaj czas schnięcia. Zwolennicy Soft’ ów pieją na temat krótkiego czasu schnięcia po całkowitym przemoczeniu. Problem polega na tym, że ja mam albo jakieś nienormalne warunki, albo naprawdę całkowicie przemoczyłem moje ciuchy. Vaude i Tatonka schły praktycznie tyle samo czasu- spokojnie ponad 12 godzin. Stormy Pass sechł niecałe 6. I nie mam w tym temacie nic więcej do powiedzenia. No może dodam tyle, że pewnego dnia w górkach podczas wycieczki kilkugodzinnej z 65L plecakiem, nie chciało mi się ściągać High Ventilation podczas deszczu i zarzuciłem na niego kurtałę z Gore- rano Vaude był jeszcze mokrusieńki. Ta sama sytuacja ze Stormy- też z lenistwa nie zdjąłem, tylko szedłem w dwóch membranach i efekt był taki, że z rańca zakładałem suchutki WindStopper.
Podsumowanie.
HiMountain Stormy Pass III, to jeden z moich najlepszych produktów outdoorowych, jakie od wielu lat kupiłem. Całkowicie przekonał mnie do koncepcji hardshellowej. Dla mnie jest multifunkcyjny- począwszy od swoich podstawowych funkcji, kończąc na poduszce, za którą mi co dzień, przez wiele wycieczek w górach służył. Mogę powiedzieć ze spokojną głową, że polegam na nim w 100%. Doszedłem nawet do tego, że od wiosny do jesieni, w górki zabieram tylko jego jak warstwę zarówno ciepłodajną jak i przede wszystkim, przewidzianą zgodnie ze swoim przeznaczeniem, czyli chroniącą przed wiatrem. W zimie natomiast dorzucam do niego jedynie lekką kamizelkę polarową. Skończyły się dla mnie czasy dźwigania dodatkowo polara, bo a nuż przypizga. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ponownie dokonałbym przestępstwa zakupienia tego produktu firmy Himountain, a teraźniejszy model Stormy Pass IV, już leży w obiekcie moich zainteresowań. Tyle w temacie, bez skandali, jak to Menel mówi. Toczka. |
|
| Zmieniony ( 08.11.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|