Wycieczki
W Beskidzie Niskim... | W Beskidzie Niskim... |
|
|
| Redaktor: Salvador | |
| 20.05.2008. | |
|
...wiosna jak się patrzy. Wystarczył mały impuls, kilka zdjęć z zielonymi łakami w B.Niskim i od słów ("gdyby tak pojechać") do czynu droga potoczyła się w tempie błyskawicznym (tak, wiem - nieczęsto mi się zdarza taka krótka droga między słowem a czynem).
Pociągi mamy różne. im dalej w Polskę, tym "ciekawsze" (wydające coraz bardziej orientalne odgłosy - ostatni odcinek to osobówka, która brzmiała jak zarzynane całe zoo). później wspomniany jaguar na stopa (czarny z zewnątrz, czarny w środku, w skórze (imitacja?) i drewnie (imitacja?). schronisko nocą - właściciel, separatysta ekologiczny (jak siebie określił), wypluwający z ust słowa z częstotliwością karabinu (Zdyni byłem prędko, więc zamiast wracać do Gorlic i dalej, na Waw, z leśne, z błotem po...) drogą zrywkową do szosy. dla odmiany kilka maszynowego. męczący swoimi opowieściami, męczący dla milczka jak ja. Niespieszna pobudka i brnięcie z Magury M. w śniegu, w stronę Nowicy. w Nowicy wiosna dla odmiany; muchy, motyle a nawet komar jakiś. Pierwszy spontan - nieoczekiwana zmiana planów z Kunkowej na "a gdyby tak Regetów". Las ponad Kwiatoniem i bładzenie (sponsorem bładzenia był kompas). później przyjemny "spływ" (ach, te wiosenne, beskidzkie drogi kilometrów asfaltu, dwie cerkwie (Kwiatoń i Skwirtne) i późne popołudnie. skróty i nieoczekiwane pomysły mają to do siebie, że zwiastują przygodę. dlatego zamiast iśc najkrótszą drogą do Regetowa, polazłem przez las i górki dwie. las, jak to las. śnieg, drzewa i czas, który ucieka prędzej niż na bezlesiu. nim się zorientowałem, stałem pomiędzy obiema górkami w całkiem gęstym zmroku i śniegu po łydki. szlak zrobił się jakiś nieewidentny, słabo przedeptany albo przedeptany nie w tym kierunku ("aaa...! to ślady sarenki, nie człowieka"). dobrze po 19 wypłynąłem z gracją na łąki ponad Regetowem. W pierwszej chałupie odmówiono mi noclegu w stodole (siana mało), ale od czego jest zaprzyjażniony gospodarz Bogdan. Bogdan udostępnił przytulny pokoik i t.d. do późnej nocy wymienialiśmy z Bogdanem wiadomości, ja jemu ze świata, on mi z okolic, wszystko to okraszone winem pierwszym, drugim... acha, zapomniałem dodać, że nad wszystkim czuwało przyjemne, ciepłe słońce a później rozgwieżdżone niebo. Dzień drugi a właściwie trzeci, przechadzka w stronę przełeczy i do Regetowa Wyżnego, przemknięcie między Działem i Rotundą do Zdyni. z nieskrywaną radością pomknąłem chyżo w stronę Popowych Wierchów z zamiarem przenocowania w Krywem. pierwsza połowa szlaku na Popowych to czysta przyjemność - długi, równy grzbiet, ładny las, obiad przyrządzany na szlaku i cisza (nie licząc pomrukiwania pił motorowych w oddddali). druga połowa szlaku to horror spod znaku błota & śniegu po jaja, zbyt prędko uciekającego czasu i... braku szlaku. dowcipni drwale, rżnąc pas szerokości kilkunastu metrów pod jakąs dziwną drogę, przy okazji wykosili drzewa ze znakami szlaku. kompas, mapa i zabawa w bładzenie. powtórka z rozrywki z dnia poprzedniego. widząc jeszcze coś niecoś spływam do Krywego, rozbijam się pod leśniczówką i czuję w zmęczonych kościach nadchodzący deszcz. w środku nocy budzi wpierw wiatr a za moment deszcz. a niech sobie leje, śpiwór mam ciepły, namiot dobry. dotrwam do rana. Rano pakowanie w deszczu, autobus do Gorlic, Krakowa i pociąg do Wawy. znów wszystko jest po staremu, wycieczka mglistym wspomnieniem. nawet zdjęć żadnych nie będzie. pozdrówka Salvador zapraszamy do dyskusji na forum: w Beskidzie Niskim... |
|
| Zmieniony ( 07.06.2008. ) |
| « poprzedni artykuł |
|---|