Poradnik turysty
[Poradnik turysty] Z dzieckiem w górach | [Poradnik turysty] Z dzieckiem w górach |
|
|
| Redaktor: Sebastian | |
| 20.05.2008. | |
![]() Mimo, iż urodziłem się w górach, to aby zacząć po nich chodzić potrzebowałem "promotora", którym stała się moja wychowawczyni w szkole podstawowej. Miało to miejsce ponad 20 lat temu. Dwa lata temu postanowiłem sam zostać promotorem chodzenia po górach i przekazać swoją pasję mojej 5-cioletniej wtedy córce, Agnieszce. Nie chcę pisać poradnika pod tytułem "Jak wciągnąć dziecko w chodzenie po górach", ale tylko podzielić się swoim doświadczeniem, problemami z jakimi się spotkałem i sposobami ich rozwiązania. Planowanie trasJak pisałem w swoich relacjach, pomysły na trasy biorę z "zielonego" przewodnika "Serii z falą", czasami je modyfikując, tak aby trasa przybrała kształt pętli, która umożliwia bezpośrednio po wędrówce zajęcie miejsce w samochodzie i powrót do domu, co też ma znaczenie dla samopoczucia dziecka. Zaczynaliśmy od łatwych i krótkich tras na 3, czasami 4 godziny wędrówki. W planowaniu przerw, bardzo pomocne były mapki z profilem trasy, zawierające dodatkowo czasy przejść. Starałem się nie przekraczać dystansu 1:00 h między przerwami i ustalałem ich długość stosownie do stopnia zmęczenia córki - od 5 aż do nawet 30 minut, po dłuższym podejściu. Przerwy zawsze wyznaczałem na końcu podejścia, tak aby po przerwie nie zaczynać znowu od podejścia, ale co najwyżej przejścia po "równym".Oczywiście, zdarzało się jęczenie i pytania "Ile jeszcze?", ale w większości przypadków nie spowodowane zmęczeniem, ale raczej znudzeniem, więc w czasie wędrówki ważnym elementem była rozmowa, która pomagała łatwiej znieść monotonię marszu. Ciekawe było zachowanie córki w przypadku pojawienia się innego dziecka na trasie - w magiczny sposób odzyskiwała siły, rozpoczynał się "galop" i "wyścigi". Trzeba było ją przywoływać do porządku i hamować, więc jeśli istnieje taka możliwość, warto namówić swoich znajomych z dziećmi na wspólne wypady. powrót do początku Sprzęt Prawda jest taka, że z dziecięcą odzieżą i obuwiem "góralskim", jak to mawia córka, nie jest za łatwo. Mało, że kosztuje dużo w porównaniu do okresu użytkowania, to nie ma zbyt dużego wyboru i nie wszędzie znajdzie się coś dla dziecka. Zaczęliśmy więc skromnie - bawełniana koszulka, dres, zwykłe buty z CCC, aż do pierwszego letniego gradu i oberwania chmury. Od razu na nogach córki pojawiły się buty nieznanej nam firmy Garmisch, które wystarczająco zabezpieczały przed przemoczonymi stopami. Przy tej okazji przyjęliśmy zasadę kupowania butów o 1 numer większych, co spokojnie wystarcza na cały sezon i zimę, a ostatnio nawet i dłużej. Aktualnie córka używa już drugiej pary butków La Sportiva Koala i jest z nich bardzo zadowolona i nie tylko ona, bo również moja żona używa swojej pary w okresie zimowym z dobrym efektem w codziennym życiu. Następnym zakupem był polar Endless, czeskiej firmy, która szyje na potrzeby tamtejszej sieci sklepów sportowych - GigaSport. No cóż, trudno orzec do jakiej "klasy grzewczej" on należy, ale jedno jest pewne, że nie został wykonany zbyt solidnie, bo już po kilku wycieczkach materiał zaczął się rozchodzić w okolicach szwów. ![]()
Ostatnim elementem ekwipunku córki jest mały plecak Deuter Waldfuchs, który otrzymała w nagrodę za powstrzymywanie się od zadawania pytań "Ile jeszcze?". Plecaczek jest bardzo prosty w regulacji, o nośności 2 jabłek, butelki Kubusia, tabliczki czekolady i polara, co zupełnie zaspokaja aktualne potrzeby córki. Obecnie jestem na etapie planowania udziału syna w przyszłorocznych wędrówkach. Jako, że jestem już od paru lat szczęśliwym użytkownikiem plecaków firmy Deuter, w trakcie poszukiwania nosidełka przejrzałem najpierw ich ofertę. Po przymiarce i "akceptacji" ze strony syna, bo znam dzieci, które nie usiedzą w nosidełku ani na minutę, wybór padł na model Kid Comfort III. powrót do początku ProwiantStaram się być niezależny od schronisk (co nie znaczy, że ich unikam), więc to co mam w plecaku powinno nam wystarczyć na czas całodziennej wędrówki. Z domu wychodzimy po śniadaniu, więc wstępnie jesteśmy "przygotowani". Zabieram kanapki, parę jabłek, czekoladę, herbatniki i trochę cukierków. Do picia zabieramy domowe kompoty, odpowiednio rozcieńczone, aby nie były zbyt słodkie + rezerwowy soczek dla córki w jej plecaku. W plecaku mam specjalną kieszeń na bukłaczek Source/Deutera ichniejszego systemu H2O, który znakomicie nadaje się do przechowywania napojów, chroniąc je skutecznie przed nagrzewaniem w upalne dni. Można dokupić dodatkowy "izolator" aluminiowy, który pozwala utrzymać jeszcze dłużej "lodowato" zimny napój. Dodatkowo zawsze zabieram termos z herbatą, na wypadek spadku temperatury w czasie chłodniejszej aury. Słodycze stanowią pewien rodzaj rezerwy, bo zauważyłem zdecydowanie pozytywny wpływ wędrówki na apetyt córki, która na co dzień trzyma się z dala od stołu.powrót do początku Podsumowując, nie znam lepszej metody wspólnego spędzania czasu z rodziną. Podczas wędrówki zawsze jest czas na rozmowę, którego brakuje w powszednie dni. Jest ruch, czyste powietrze i cudne widoki, które nie są jednak najważniejsze. Zachęcam wszystkich aktualnych i przyszłych rodziców do wspólnego rodzinnego wędrowania. Do zobaczenia na szlaku!!! Jeżeli chcesz podyskutować w temacie, zapraszamy tutaj |
|
| Zmieniony ( 07.10.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|