• Narrow screen resolution
  • Wide screen resolution
  • Auto width resolution
  • Increase font size
  • Decrease font size
  • Default font size
  • default color
  • red color
  • green color
Solo po Zachodnich* Drukuj Email
Redaktor: MarHel   
28.06.2009.
Z racji, iż kilkustronnicowy wątek o odorowym przejściu Orlej nie przyniósł żadnych rezultatów, a warunki w Tatrach Wysokich nie pozwalały mi na samotne zrealizowanie planu, zapuściłem się w polskich Tatrach Zachodnich.
Pobyt w górach poprzedziłem odwiedzinami rodziny w Katowicach, gdzie to też zakupiłem jeszcze kilka potrzebnych rzeczy.
W Zakopanem zawitałem w dłogoweekendową sobotę, w południe, po czym udałem się na zakupy do Tesco i dalej na busa do Doliny Chochołowskiej. Drogę do schroniska pokonałem „z buta” w celu cięcia kosztów. Mrugnięcie Pogoda nie była zbyt ciekawa - cały czas leciała dość mocna mżawka, a słońce chowało się za gęstymi, szarymi chmurami. Dzięki temu na szlaku było niezwykle kolorowo: od 5 odcieni czerwieni, przez oczojeb Buzia na kłódkę  róż, do 10 odcieni niebieskiego – każdy z turystów, zapalonych górołazów, miał innego koloru płaszcz przeciwdeszczowy, a mimo kiepskiej pogody było ich całkiem sporo.
W schronisku nie było już miejsc w pokojach, jedynie na podłodze w świetlicy, ale od początku miałem zamiar właśnie w ten sposób nocować.  Uśmiech Zostawiłem bagaż, przekąsiłem coś na sucho i poszedłem w góry. Pierwszy dzień na rozruszanie kości: Grześ i Wołowiec. Już około 14 stosunkowo się wypogodziło i szło się całkiem przyjemnie. Schronisko przepełnione, a na szlaku zaledwie kilka osób (przez całą trasę minąłem może z 5 turystów).







Droga z Wołowca nie była za ciekawa. Momentami takie błoto, że szok.
Po powrocie obmycie z j.w., ciepły posiłek (w kuchni turystycznej of course), kąpiel i kima…

…do 6. Ten dzień to zupełnie inna bajka. Słońce od samego rana niemiłosiernie raziło w oczy, ZERO chmur, tylko błękit nieba i blask słońca. O 7. byłem już w trasie, gdyż żadnej chwili nie można tracić na byle co. Chichot
Najpierw Wołowiec, ale już nie przez Grzesia, a przez błoto. Duży uśmiech  Słońce pięknie świeciło, ale wiatr jeszcze piękniej wiał. Stąd też obowiązkowo kurtka, kaptur i rękawiczki.









Następnie przez Jarząbczy trafiłem na Kończysty, gdzie przetestowałem palnik od Gargamela i upichciłem coś na szybko. Dalej prosto na najwyższy szczyt polskich Tatr Zachodnich – Starorobociański Wierch.



Widoki były piękne, ale mnie akumulatory siadły i nie mogłem porobić zdjęć…
Później już tylko przez Ornak zszedłem do schroniska o tej samej nazwie, gdzie przy piwku snułem rozmowy z nowo poznanymi znajomymi. Tak minął kolejny dzień mojego pobytu w górach...

...a kolejny rozpoczął się zupełnie podobnie jak poprzedni. Tyle tylko, że troszkę później. Mrugnięcie  Pogoda normalnie cudna! Ze schroniska wyszedłem przed 9. Cel: Czerwone Wierchy i Giewont. Na pierwszy ogień poszedł Ciemniak. Szlak miejscami zniszczony przez lawiny.



Na szczycie dostarczyłem sobie troszkę węglowodanów i błogiej siesty. Chyba z godzine leżałem na trawie podziwiając wszystko dookoła. Warunki pogodowe sprzyjały (oj tak, do dziś mi skóra z twarzy schodzi  Duży uśmiech) Później najwyższy z Czerwonych – Krzesanica i dalej: Małołączniak oraz Kopa Kondracka, na której dowiedziałem się, że szlak na Giewont zamknięty, z powodu remontu krzyża: „Szkoda, to następnym razem...”.






Ruszyłem w stronę przełęczy, z której chciałem zejść do schroniska na Polanie Kondratowej. Z racji, iż miałem jeszcze mnóstwo czasu, a schronisko to raptem pół godziny drogi, poszedłem dalej, pod Giewont, by popatrzeć co tam skrobią na górze i przy okazji trochę posiedzieć i powzdychać na piękno natury (i nie mam tu na myśli wyłącznie Gejwontu Z politowaniem) Leżę, wręcz leniuch...ję i nagle:             
-Hallo, [ja zdziwiony] tak, ty! Nudzisz się, nie masz nic do roboty?                    
-(przestraszony) A czemu?                                                                                                 
-Deskę trzeba by wnieść na górę!                                                          
-Coo? 
-Deskę!                                                                                                                   
-Aha...
I tak się zaczęła moja współpraca z ekipą AMC – od deski! Duży uśmiech  A później łopaty, kilofy...




...pogawędy i tak zleciało pół godziny... godzina... i dwie: „ups, musiałbym się pomału zwijać”. Ruszyłem w stronę schroniska, gdzie spędziłem ostatnią noc w Tatrach. Ale nie był to koniec emocji na ten dzień.

W schronisku, najedzony, wykąpany, zamierzam wychodzić z łazienki, a tu nagle moim oczom ukazuje się znajoma postać. Okazało się, że na Kondratową wybrała się jeszcze jedna osoba z mojego miasta, tego samego osiedla. Chichot  No i ten wieczór całkiem długi był...

...ale kolejnego dnia niestety okropna pogoda, więc przynajmniej można się było wyspać. Do 8:30 nie było mowy o wyjściu w góry – lało niemiłosiernie. Przejaśniło się, ale słońce nadal ginęło gdzieś w chmurach. I dobrze! Każdy jego promyk odczuwałem jak rozżarzony pręt przykładany do karku. Dzień wcześniej tak się zjarałem, że dziękowałem Panu za pochmurną pogodę i wiatr. Nauczyłem się przynajmniej, że trzeba nosić krem z filtrem w upalne dni. Zawstydzony 
Po 9. wyszedłem ze schroniska w stronę Kasprowego Wierchu.




Tam to już zupełnie inna bajka. Niczym przejście z wiochy zabitej dechami do wielkiej metropolii. Ludzi multum! Szybko się zwinąłem w stronę Świnicy – wsiu, znacznie spokojniej. Z tego co widziałem, przez rozbijające się o jej zbocza chmury, wchodziło tam kilka osób. Ja zszedłem przełęczą z myślą o zaliczeniu Kościelna. Niestety z braku czasu (jeden jedyny pociąg odjeżdżający w tym dniu do Poznania) zahaczyłem tylko o Murowaniec. Potem przez Dolinę Jaworzynki doszedłem do Kuźnic, skąd odjechałem do Zakopanego, gdzie zaopatrzyłem się w prowiant na długą podróż PKP.

P.S. Jestem mega dumny, że miałem swój wkład przy remoncie krzyża.
*Mimo, że w temacie występuje słowo solo, nie do końca było to samotne wędrowanie. Na szlaku można spotkać tylu różnych ludzi, dzięki tórym tak bardzo się tego nie odczuwa...
 

** zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Solo po Zachodnich*
Zmieniony ( 07.07.2009. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Nasi Partnerzy: