Podróże
Słowackie dolinki, czyli chillout weekendowy | Słowackie dolinki, czyli chillout weekendowy |
|
|
| Redaktor: jagular | |
| 11.08.2009. | |
|
Pomysł wyjazdu powstał chwilę później po tym jak napisałem do HAMMETA że w związku z brakiem funduszy nie pojadę z Nim i crimsonem w słowackie. Krótki telefon od kumpla, który przebywał już w Tatrach i robił ślady na gipsie dla kogoś tam, nie będę reklamował wydawnictwa Plan wyglądał tak, w piątek wieczór zabieram znajomą mojego kumpla z Krakowa , przyjazd do Bukowiny Tatrzańskiej, tam nocleg u zaprzyjaźnionej starszej babci ( nocleg 10 zł od łebka ) rano dojazd do Łysej Polany i stamtąd Doliną Białej Wody do Taboriska pod Wysoką. Tam mieliśmy zostawić bety, pójść do Doliny Ciężkiej i wrócić na nockę do taboru. W niedziele plan był Polski Grzebień, Mała Wysoka i zejście do Śląskiego domu i dalej na elektrićke. Tyle z teorii a wyszło jak zwyczaj inaczej ![]() Po przejechaniu "małego" korka w wiadomym miejscu za Krakowem dotarliśmy z Aśką na ok 22:00 do Bukowiny. Tam oczywiście mały zonk, kumpel utknął w Palenicy, później okazało się że jest już w Zakopcu, koniec końców dotarł i położyliśmy się w końcu spać w całkiem miłym drewnianym domku. Rano skoro świt, czyli ok 10tej wstaliśmy... Droga do Łysej oczywiście zakorkowana o tej porze, więc zrobiliśmy nawrotkę, i przez Jurgów dotarliśmy spokojnie do Łysej od słowackiej strony. Tam oczywiście spokój i mało ludzi. Cena parkingu na słowackiej stronie 20zł za dzień.Szybki browar i w drogę Po krótkim marszu dotarliśmy do posiadłości Martina, przyjaznego faceta zajmującego się lasami i Taboriskiem zapłaciliśmy po 3,50 ojro za nockę na taborze dla świętego spokoju, bo Martina podobno nie należy denerwować i poszliśmy dalej.Po dotarciu na miejsce noclegu okazało się że dach nad głową jest ale dziurawy, dopiero remontują...a my posiadaliśmy tylko maty i śpiwory namiotu nikomu się nie chciało nieść ![]() Jako że było dość poźnawo zrobiliśmy popas, rozłożyliśmy się z żarciem i nazbieraliśmy drewna do paleniska. Stały dwa rozbite namioty, ludzie zaczęli się dopiero po zmroku schodzić, ostatnia ekipa wróciła ok 23-ciej po przejściu jakiegoś masakrycznego kółka graniami i wędrowaniu przy świetle komórki gdy im czołówki padły. Wielkie podziękowania dla pewnej pary która użyczyła nam trochę kiełbasy z ogniska ![]() Po przespaniu nocy z bardzo realistycznym śnie o przygniatającym mnie niedźwiedziu, a sen był naprawdę tak realistyczny że nie chciałem się obudzić i sprawdzić czy to tylko sen zjedliśmy śniadanie, zostawiliśmy ciężkie plecaki i ruszyliśmy ścieżką do Ciężkiej doliny.Po pierwszym podejściu ukazał się Ciężki Staw Później dalsze podejście na Zmarzły Staw i włala, nad Zmarzłym Stawem Trochę się pobyczyliśmy nad Zmarzłym, łojanci łoili na Ganku, spotkaliśmy też dwie pary ludzi schodzących z Wagi, jedną parą okazali się filancami cała rozmowa z nimi zawarła się w wymianie nawzajem "dobri den" i se poszli dalej ![]() Podczas schodzenia zaczęło latać śmigło, jak się później okazało jeden z łojów odpadł, i się ciężko ranił, mógł to być gość z którym wieczorem gadaliśmy przy ognisku :/ Następnie izejście do Taboriska, przepakowanie, pożegnanie z kumplem który miał spać w jakiejś kolebie w Batyżowieckiej Dolinie i na dół do samochodu, gdzie co poniektórzy wypili browara a niektórzy Kofole bo prowadzili auto Potem tylko korki w NT i przed Krk i fine ![]() ** zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Słowackie dolinki, czyli chillout weekendowy |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|