• Narrow screen resolution
  • Wide screen resolution
  • Auto width resolution
  • Increase font size
  • Decrease font size
  • Default font size
  • default color
  • red color
  • green color
Strona Główna arrow Podróże arrow [Gubałówka] Górska Szydera Roku
[Gubałówka] Górska Szydera Roku Drukuj Email
Redaktor: ina   
25.03.2010.
To nie był 13-sty. To był 26-ty, czyli 13-sty podwójny.
Chciałam skorzystać z wyżu i inwersji, przejść się na nartach na Turbacz, walnąć kilka cudnych fotek znad chmur o zachodzie słońca i zjeść tamtejszą, oszałamiającą zupę czosnkową, ale...
...wszystko zaczęło się od tego, że w nocy nie mogłam zasnąć, w skutek czego poszłam spać nad ranem.
Rano, oczywiście, zaspałam, budzika i radia nie usłyszałam, obudziłam się grubo po 9-tej. Nie zraziło mnie to i zebrawszy się (średnio)szybko, wylądowałam w autobusie jadącym na południe.
Lecz... dojechawszy do Nowego Targu zobaczyłam na autobusowum zegarku godzinę 13-stą i pomyślałam, że zanim dobiję się do Kowańca, a stamtąd doczłapię na początek szlaku, to na Turbacz nie dotrę przed zmrokiem.
Tak więc dopłaciłam za kolejne 26km i pojechałam do Zakopanego.
Wysiadłam.
Pomyślałam.
Mać. Znowu trzeba się gdzieś dobić. Choćby do Kuźnic. Zmienić buty. Zamontować foki. No kutwa, nawet na Kasprowy nie wejdę za dnia.
Przestałam myśleć.
Zarzuciłam narty na ramię, skręciłam w prawo i poszłam.



Przez Kościuszki i Krupówki dotarłam pod Gubałówkę.



Pomyślałam po raz kolejny. I wymyśliłam. Wejdę na Gubałówkę na nartach, przeturuję na Butorowy, cyknę kilka fotek, zjadę i będzie git.
Przebrałam buty, zafoczyłam narty i ruszyłam pod górę mijając dzieci zjeżdżające na dupoślizgach.



Na początku jakoś się szło. Przez pierwsze kilkadzieścia metrów. W dole zostawało Zakopane. I żuraw... Tatry się wyłaniały coraz ładniej.



Ale pierwsze wyjebanie się na twarz sprowadziło mnie szybko na ziemię (dosłownie). Gubałówka składała się głównie z lodu, którego foki nie łapały i równie dobrze mogłam iść bez nich.
Gdy lód powoli zaczął przechodzić w zamarzniętą glinę, mimo szczerych chęci i woli walki, poddałam się i przypięłam narty do plecaka.
Warunki w Tatrach styczniowych prezentują się zacnie:



Po drodze minęłam grupkę dzieci z (chyba) nauczycielem. Pacholęcia obute w pseudo-relaxy, wypierdalały się co krok i z odbierającym oddech rykiem, łzami zmrażającymi stok jeszcze bardziej, łkały, że już nigdy na żadną górę nie pójdą.
Towarzyszyliśmy sobie do mostku, gdzie szkółka podążyła w górę, kurczowo wczepiona w barierkę, a ja na prawo, bo wyglądało szerzej i śnieżniej. Fakt. Ostatnie kilkanaście metrów udało mi się podejść na nartach, bo śnieg był nawet całkiem całkiem. BYŁ!





Wielbłąd narciarski



Na Gubałówkę wylazłam. Czas wejścia nań w skorupach telemarkowych, walcząc o życie (a raczej o pion) na zamarniętej glinie i lodzie to jedyna godzina.
Na górze narty zdjęłam, zarzuciłam na ramię, zrobiłam kilka kroków i wywinęłam orła, waląc sobie w łeb obiema nartami i rozwalając kolano (krew, sinak itp). Bardzo, qwa, lubię krupówki gubałówkowskie.



Nic to. Na pewno w stronę Butorowego będzie lepiej. Ta... było. Więcej turystów, lodu i asfaltu. A po prawej widok zalewający mnie krwią.
Babia góra. Nad morzem chmur.



Jakiż stamtąd musiał być widok! Idiotka. Tam bliżej miałaś. Idiotka.
Podołałam jeszcze chwilę i gdy upał zelżał, przestało być choć minimalnie fajnie, zawróciłam, siadłam na jedynej ławeczce w słońcu, straciłam wszelką narciarską nadzieję, przebrałam buty na turystyczne, zjadłam drugie śniadanie, popijąc herbatą, do której wlałam nowo zakupiony sok malinowy z lipą, który okazał się być paskudnym.
Tak podupadła na duchu doszłam do Gubałzzerii, skąd walnęłam panoramkę (tak dla pocieszenia)...



...bateria w aparacie pokazała out, kupiłam bilet i zjechałam kolejką na dół. Krupówki, dworzec, autobus, dom.
I co? Że niby ktoś mi powie, że nie zjechałam z Gubałówki? He? Chichot Gdyby nie ci walnięci górale, co rozstawili płoty na całym stoku, to może by się obeszło bez kolejki, ale na pysku i dupie już mi się zjeżdżać nie chciało...
I tak, wydając w c***j kasy na autobusy, jadąc ponad 2h w jedną stronę i tyleż w drugą, poplątałam się przez 2h po Gubałówce, nosząc narty, łażąc w ciężkich i mało wygodnych butach, wypierdalając się co chwilę, zbierając siniaki, wkurzając się na lansujących się turystów, spędziłam uroczy dzień w Zakopcu. A jak się wyspałam w tych pekaesach! Ha!
No ale... przynajmniej w domu nie siedziałam Chichot No i nawdychałam się więcej świeżego powietrza, bo jak się człek wqrwia, to głebiej i szybciej oddycha, to się go nawciągałam na kolejny miesiąc. Naprawdę fajnie było Duży  uśmiech

Wnioski:
1. Nie chce ci się spać - pierdolnij się w łeb mocno i zaśniesz.
2. Nie kombinuj, trzeba było zostać w obrębie 30km od domu, czyli polatać po dolinkach podkarakowskich.
3. Im wyżej, nie znaczy tym więcej śniegu ( w Gorcach więcej niż w Zakopcu).
4. Wybierając się w stylu "nie wiem gdzie, może będzie śnieg, może se połażę" KUP LEKKIE ŚLADÓWKI DO NOSZENIA!
5. Sok malinowy z lipą nigdy więcej nie zostanie wlany do mojej herbaty.
6. Nie no, zajebiście było Duży  uśmiech
 
** zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: [Gubałówka] Górska Szydera Roku
Zmieniony ( 25.03.2010. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Nasi Partnerzy: