|
Autor: Michun
Sunartis Everlight Voyager Latarka diodowa kondensatorowa Ładowarka Radio 188x65x50 mm ok. 185 gram 
Cóż to za wynalazek? Może nawet nie wszyscy wiedzą , że istnieją tego typu urządzenia. Ale dla osoby , która ukończyła jakąkolwiek szkołę , w której programie była Fizyka , a w szczególności jej dział związany ze zjawiskami elektromagnetycznymi , Voyager nie będzie się raczej jawił jako magiczny artefakt. Latarki oparte na zasadzie dynama były budowane już od dawna , sam pamiętam jakieś sowieckie czy inne dziwolągi , które się dusiło czy międliło w dłoniach , aby wydobyć z nich jakąś żółtawą poświatę , w sam raz dla Frankensteina. Całą sprawę można by złośliwie skwitować stwierdzeniem , że coś o tylu funkcjach żadnej z nich nie może spełniać dobrze. Ale to byłoby wylanie dziecka z kąpielą i nie o to chodzi. Zresztą przykład scyzoryków Victorinoxa pokazuje , że powyższa teza nie jest prawdziwa.
Latarka No to po kolei. Otóż mamy tutaj przede wszystkim latarkę diodową na trzy diodki LED Nichia. Latarka posiada trzy funkcje świecenia : pojedyncza dioda , wszystkie trzy na raz oraz światło migające (co ok. 1 sekundę). Latarka jest wygodna i wyprofilowana w chwycie , tworzywo użyte w miejscu , gdzie trzymamy latarkę sprawia , że sprzęt nie śliska się w ręce. Dzięki specjalnemu kształtowi latarka nie turla się po pochyłości uciekając , kiedy jest nam najbardziej potrzebna . Światło nie jest zbyt mocne , ale wystarczające w zupełności np w pokoju lub namiocie. Na zewnątrz zimny krąg światła pozwala na oświetlenie najbliższej okolicy i bezpieczne przemieszczanie się w terenie , aczkolwiek nie jest to nic zbliżonego do szperacza , już prędzej może do miecza świetlnego , tym niemniej do oświetlenia drogi czy szlaku wystarczy. W materiałach informacyjnych piszą nam , że światło jest widoczne z odległości 1 km. Hm. No , to może sprawdzali gdzieś w próżni albo chociaż na pustyni . Latarka posiada przycisk testowania ilości energii pozostałej w kondensatorze pod nazwą power tester , po którego naciśnięciu zapala się jedna z diodek - zielona , żółta lub czerwona. Ktoś zgadnie , co one oznaczają? Taaak , pan w krawacie w paski zdobywa talon na tenisówki narciarskie. Z instrukcji jak i z doświadczenia wynika , iż latarka jest bryzgoszczelna, czyli odporna na użytkowanie w czasie deszczu. Połączenia są uszczelnione gumą , gniazda mają gumowe zatyczki. Nie wiem , co dzieje się z nią po wpadnięciu do wody i nie zamierzam sprawdzać ,ponieważ w dołączonej instrukcji napisano Nie zanurzaj w wodzie... 
Radio Radio posiada zakres częstotliwości 87,5-108 Mhz w zakresie FM. Radia słuchamy przez dołączone słuchawki , które mieszczą się w dołączonym pokrowcu. Radio działa dobrze , stacje zmieniamy dokonując automatycznego przeszukiwania eteru po naciśnięciu guziczka scan i w ten sposób gdzieś w górach możemy sobie posłuchać audycji braci Czechów np. Karela Gotta.
Ładowanie Największy bajer polega na tym , że dla naszego urządzenia sami jesteśmy źródłem energii (taki Matrix). Bierzemy i otwieramy sprytną korbkę i kręcimy. Kręcenie korbką przez 1 minutę w tempie 2 obrotów na sekundę daje 20 minut świecenia pełnym światłem na trzy diody albo 15 minut działania radia , albo 2 godziny migania światła ostrzegawczego. Jest to na tyle wystarczające , że nie trzeba czynności ładowania powtarzać co chwilkę. Dodatkowo ładowarka posiada możliwość podłączenia za pomocą kabelka i zestawu przejściówek do pięciu popularnych modeli telefonów komórkowych. Kręcenie korbką przez 2 minut umożliwia 2 minuty rozmowy , można kontynuować w czasie rozmowy. Tak się złożyło ,że do mojej starej komóry (Sony) żadna końcówka nie pasuje , natomiast udostępniałem ładowarkę kolegom w schronisku i udawało się tam jakąś Nokię czy jeszcze inne modele podładować. Końcówki widać dość dokładnie na fotkach. Niektóre pasują również do aparatów foto. Do latarki mamy wygodny pokrowiec , w którym mieszczą sie również słuchawki z kabelkiem oraz w tajnej kieszonce pod pokrywą schowamy również przejściówki do komórek z kabelkiem. Pokrowiec jest w kolorze ciemnooliwkowym ,zapina się na rzep i można go zawiesić na pasie (posiada ucho). Sam korpus latarki ma również ucho czyli kółeczko do dołączenia jakiejś bezpiecznej smyczy. 
Dostępność Mojego Voyagera otrzymałem za punkty zebrane w pewnej sieci telefonii komórkowej , lecz chyba nie jest już w ten sposób dostępny . Tymczasem znalazłem go również w necie na niemieckich stronach www.feldberglicht.de lub schuettel-lampe.de , gdzie kosztuje 45 euro model pełny - taki jak opisany w teście oraz jako sama latarka (bez radia i ładowarki komórkowej)- 19 euro. Podsumowując - nie jest to produkt pierwszej potrzeby , raczej gadżet , natomiast są sytuacje , kiedy istotnie może się nam przydać. Szczególnie dotyczy to ładowarki , kiedy nie ma dostępu do prądu elektrycznego albo po prostu zapomnimy zasilacza. Również dla tych , którym zdarza się zapomnieć kupić świeżych bateryjek może to być produkt ratujący życie - w przenośni lub dosłownie. Oczywiście Voyager nie jest adresowany do Maniakalnych Oślepiaczy i Ortodoksyjnych Dalekoszperaczy Wysokoluksowych... |