| Wielkanocne Rysy i prawie Szpiglasowy Wierch |
| Redaktor: nocnymarek | |
| 04.06.2009. | |
|
Na tą Rysy wybierałem się chyba z 6 lat, ale zawsze mnie przerażała perspektywa drałowania znienawidzonym asfaltem do Morskiego Oka oraz tłumy ciągnące do schroniska. Wręcz nie chciało mi się wierzyć jak ów plan zaczął się urzeczywistniać. Poza tym że Rysy to najwyższy szczyt Polski, to jest to również najwyższe przewyższenie w Tatrach (przynajmniej po polskiej stronie) wynoszące prawie 1100 m między schroniskiem a szczytem (o 100m więcej niż ze schroniska Gutier a najwyższym szczytem europy Mont Blanc), więc gwarantowało to odpowiednią ilość emocji. Wraz z kompanami czyli Kaśką i Wojtkiem wyruszyliśmy z Krakowa w sobotę o jakiejś niezdrowej porannej godzinie żeby jak najwcześniej znaleźć się na szlaku. Nie powiem że mi się to uśmiechało bo awersje do tego nieszczęsnego asfaltu mam straszną. Po zostawieniu auta na parkingu czym prędzej zaczęliśmy drałować w kierunku schroniska, po drodze omijając znaki które sugerowały nam przejście do Wodogrzmotów Mickiewicza przez Dolinę Roztoki… No cóż asfalt nam założył klapki na oczy i pogoniliśmy przed siebie. W efekcie przeciskaliśmy się między betoniarkami a skałami żeby przejść dalej. Nieźle nam się wycieczka zaczęła. Niezrażeni śmignęliśmy dalej i o dziwo, ku mojemu zaskoczeniu asfalt nawet szybko się skończył, a końcówka przyniosła nawet całkiem miłe widoczki, zapowiadające to co najlepsze. A na tą górkę to kiedyś jeszcze wlezę ![]() Niestety mimo że asfalt poszedł nam całkiem gładko, to nie chciało nam się już nic tego dnia poza wylegiwaniem się na słoneczku przy browaru ![]() Z całkiem zacnymi widoczkami ![]() Morskie Oko jeszcze zalodzone ale chodzić po nim to bym się już nie odważuył A tam cel naszej jutrzejszej wędrówki, czyli Rysy ![]() Po treningu z hamowania czekanem ![]() Mnich z rana wygląda wyjątkowo dostojnie ![]() W niedzielę zebraliśmy się dosyć wcześnie i ruszyliśmy w kierunku Rysów. W sumie chyba z 25 osób wybierało się na szczyt, niektórzy wyszli jeszcze przed świtem, ale na szczęście to nie byliśmy my O ile po Morskim Oku chodzić się już nie dało to Czarny Staw wciąż był mocno skuty lodem więc wybraliśmy drogę „na skróty”.Czarny Staw nad Morskim Okiem Pogoda tego dnia zapowiadała się wyśmienita Po przejściu Czarnego Stawu zaczęliśmy mozolną wędrówkę pod górę.Okolice Buli pod Rysami A przed nami Rysa Gdybym mógł to bym pogodzie postawił piwo Nie da się ukryć że podejście jest solidnie strome Ranne ptaszki już schodzą No to Rysa za nami ![]() Ekipa schodząca miała już takie sobie warunki przez dający popalić wiatr zwiewający zmrożony śnieg. Już podczas wchodzenia było średnio bezpiecznie, ponieważ ludzie idący wyżej, chcąc, nie chcąc, powodowali osuwanie się kawałków zmrożonego śniegu. Owe kawałki równo nam się sypały na głowę i naprawdę cieszyłem się że mam kask bo dwa razy taką grudką dostałem… Jeszcze chwila drogi i wreszcie upragniony szczyt. Widoki były fantastyczne. Rysy po polskiej stronie ![]() Mimo że między polskim szczytem Rysów a słowackim jest kilkanaście metrów odstępu to przejście z jednego wierzchołka na drugi dostarczało sporo wrażeń ze względu na dosyć bliską odległość nawisów. Jeszcze fotka na szycie dla potomnych ![]() I widok na słowacki wierzchołek A tam trzeba jeszcze zleźć Śnieg przybiera fantastyczne kształty ![]() Jeszcze lansiarska fotka po naszej stronie ![]() I na dół Zejście daje nam ostro popalić m.in. ze względu na topiący się śnieg. To co było twarde podczas naszego wchodzenia, podczas zejścia rozmokło zupełnie. Tylko w Rysie śnieg jest jeszcze przyjemnie zmrożony i schodzi się całkiem nieźle. Dużo szybciej i bezpieczniej jak się okazuje schodzi się twarzą do stoku, bezwzględnie z czekanem w ręce. Jednak taki luksus mieliśmy tylko w Rysie. Tam gdzie słońce padło na śnieg robi się mokra i ciężka breja która potwornie lepi się do raków, przez co trzeba schodzić z jeszcze większą uwagą. Mimo że zejście trochę nam dało popalić to humory mamy wyśmienite. Jeszcze tylko przejście przez Czarny Staw, obejście M-oka… i relaksik przy browarku ![]() Następnego dnia w planie mieliśmy wejście na Wrota Chałubińskiego i na Szpiglasowy Wierch lecz niestety nasze plany pokrzyżował halny który jak w nocy zaczął wiać to mu nie przechodziło. Udało nam się dojść do początku Doliny za Mnichem i okazało się że dalej to my już tego dnia nie pójdziemy. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy zrobić odwrót Wiało tak bardzo że potrafiło mi wywiać herbatę z kubka… http://www.youtube.com/watch?v=SngV43fl5Ak Jeszcze tylko rzut okiem w kierunku porzuconego planu i zaczęliśmy wracać do schroniska Krótko mówiąc wywiało nas z gór… Ślady po lawinie Halny przyspieszył wykruszanie się lodu z Morskiego Oka Okazało się że przynajmniej pokonana trasa doskonale nadaje się do dupozjadu chociaż nie wszyscy podzielali tą opinie ![]() Dobrze że Halny zechciał poczekać aż wejdziemy na Rysy, bo przy tym wietrze pewnie byśmy odpuścili… Kry na Morskim Oku ![]() Okazało się że przyjście tak wcześnie do schrony spowoduje nasz bliski konrakt ze stonką… stonką turystyczną ![]() Na szczęście w starym budyku schroniksa nad Mrskim Okiem klimat jest zupełnie inny ![]() Stary budynek ma zdecydowanie więcej klimatu ![]() I niestety czas nam już ruszać do domu zwłaszcza że halny wiał przez całą noc i kolejny dzień, więc nic sensownego już byśmy nie zrobili… Tym razem już schodzimy do Schroniska w Dolinie Roztoki i drogą gospodarczą kierujemy się w kierunku parkingu. Na pożegnanie z górami mijamy jeszcze leśniczówkę Roztoka… i odwiedzamy Gorce na szybką sesję fotograficzną krokusom ** zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Wielkanocne Rysy i prawie Szpiglasowy Wierch |